evolution
Od baaaardzo dawna nie napisałem tu żadnego posta. Ogrom obowiązków uczelnianych i zmiana pracy spowodowały to, że zaniedbałem blogowanie. Podobnie jak moj system GTD, który w pewnym momencie stał się tylko utrudnieniem, a kolejne próby jego ogarnięcia kończyły się fiaskiem.
W końcu udało mi się zmobilozować do ponownego przeczytania Getting Things Done i całkowitej reorganizacji praktycznie każdego elementu mojego systemu (choć powinienem raczej napisać- skonstruowania każdego elementu od nowa). Wypracowałem też kilka osobistych „najlepszych praktyk”, które znacznie ułatwiają mi pracę i bycie na bieżąco.
Cały czas brakowało mi jednak mobilizacji do napisania czegoś na blogu, który pozostawał na liście SOMEDAY/MAYBE.
Do czasu….Ostatnio założyłem się ze znajomą, która jest w identycznej sytuacji ze swoim blogiem (www.migotmusic.blogspot.com) o to, kto pierwszy do końca października wróci do pisania.
I tak udało mi się z zapałem wygenerować trochę pomysłów na kolejne posty- chcę w nich opisywac wspomniane najlepsze praktyki związane z GTD. Ten post jest inauguracją. Dalsza jego część będzie dotyczyć rozpoczynania prac nad projektami…
Miłego czytania.
*********************************************************************
Trudnością z jaką zawsze muszę się zmierzyć podczas przeprowadzania burzy mózgów odnośnie dowolnego projektu jest sam początek. Mityczny problem czystej kartki papieru. Wahania od czego zacząć. Pewnym rozwiązaniem jest zastosowanie map myśli, które kolosalnie odblokowują skojarzenia, pomysły, zauważanie powiązań. Nie będę tutaj rozpisywał się o tym czym są, jak się ich używa i dlaczego są takie inspirujące- pełno jest najróżniejszych opisów w sieci, a i sam David Allen w GTD poświęca im sporo miejsca.
Chciałbym się natomiast skupić na cały czas istniejącej trudności narysowania pierwszego odgałęzienia. Znalezienia punktu wyjścia.
Wiele razy przeprowadzałem burze mózgu, starając się podejść do tego zagadnienia na różne sposoby. W końcu udało mi się wypracować początkową strukturę zawierającą kilka wstępnych elementów, dzięki którym bezboleśnie można ruszyć z miejsca.
Poniżej zamieszczam „startową mapę” od której zawsze zaczynam pracę. Nie wyobrażam sobie teraz innego rozwiązania a i sama metoda okazała się być niezwykle skalowalna i możliwa do stosowania pod czas pracy w większej grupie ludzi (ale o tym później).

Punktem wyjścia są tutaj 4 pytania:
- Jaki projekt jest? Czyli co wiemy o nim samym- jaki jest stan prac, jaki jest stan naszej wiedzy/umiejętności, co może stwarzać największe trudności, które z jego elementów są proste, a które złożone etc.
- Jaki chcemy żeby był? Czyli jak ma dany projekt na końcu- innymi słowy, co musimy stwierdzić, aby uznać że jest skończony.
- Czego musimy się dowiedzieć? Tutaj gromadzę wszelkie pomysły i spostrzeżenia, odnośnie których brakuje mi informacji- rozmowy z klientem, project managerem, informacje z sieci, grafiki, terminy, dane kontaktowe etc.
- Co możemy zrobić, czyli pomysły na początkowe kolejne działania, które możemy podjąć („What’s the next action?”)
Mój pomysł jest rozwinięciem/modyfikacją kanonicznego podejścia Allena- uzupełnia on jego metodykę (na którą składa się 2 i 4 pytanie) o analizę początkowego i końcowego stanu wiedzy. Najciekawsze jest to, że bardzo często działania które sobie wyznaczymy rozbijają się właśnie o sposób ich realizacji.
Wszystkie zgromadzone w ten sposób informacje wrzucamy na końcu do inboxa i normalnie analizujemy. Przeważnie elementy z części 3 ułatwiają zorganizowanie dedykowanego podsystemu referencyjnego. Część pierwsza i druga pozwala na doprecyzowanie wizji projektu, a wszystkie razem poszerzają horyzont czasowy, który potrafimy ogarnąć i wyznaczyć kolejne działania.
Z praktyki mogę stwierdzić, ze to podejście jeszcze bardziej odblokowuje kreatywność i pomysłowość. Ciekawym doświadczeniem była też taka burza mózgów w grupie ludzi. Początkową mapę naszkicowałem na tablicy i zostawiłem do inkubacji. Każdy mógł podejść, cos dorysować, dokleić kartkę samoprzylepną z pomysłem itp. Późniejsze przejście po wszystkich zebranych elementach, jasno i przejrzyjście wyklarowało kto czym ma się zająć.
Jednym słowem polecam
Filed under: GTD | Leave a Comment
PhD ?
Jakiś czas temu (okolice kwietnia) stwierdziłem że dłubanie przy mojej pracy magisterskiej sprawia mi ogromna frajdę. Całe to czytanie, szukanie narzędzi itp. było po prostu fajne. Przy okazji zbiegło się to z kilkoma rozmowami kwalifikacyjnymi w paru dużych korporacjach, które przeważnie wywoływały u mnie tylko niesmak. Koniec końców stwierdziłem że doktorat to w koncu przedłużenie tematyki mgr, fajni ludzie z uczelni, konferencje, projekty itp. Co w połączeniu z freelancerką pozwoli mi na ciekawe życie.
No i poszedłem do odpowiednich ludzi, złożyłem wszystkie wymagane dokumenty – procesu rekrutacji nie będę tu opisywał.
Minęło kilka miesięcy, wiec czas na kilka moich refleksji z tzw. perspektywy czasu:
- tematyka, którą sie zajmuje (Semantic Web) cały czas pochłania mnie całkowicie
- ludzie którzy się w okół mnie kręcą cały czas są fajni
- konferencje są…interesujące
Jest tylko jedno „ale”- dziwaczny i całkowicie nie zrozumiały dla mnie etos naukowca.
Czytam ostatnio ogromne ilości najróżniejszych publikacji naukowych. I co i jedna ma tysiąc fantastycznych pomysłów na usprawnienie/poprawienie/wzbogacenie Internetu. Przykład? W jednym artykule autor stwierdził (i co ważniejsze udowodnił) że jest w stanie poprawić wyszukiwanie informacji o ok 60%. Oszałamiające? Mnie to wgniotło w fotel.
Teraz najważniejsze pytanie- skoro jest taki pomysł to czemu jeszcze nie ma wtyczki do Firefoxa, która by go realizowała?
Bo etos naukowca nie pozwala na pisanie aplikacji? Bo należy zajmować sie TYLKO wysokimi rzeczami, porzucając pomysły w pół drogi, bo wytwarzanie oprogramowania trzeba zostawić rzemieślnikom?
I co z tym teraz począć? Z jednej strony chcę się na poważnie zając doktoratem, z drugiej- nie wiem czy chce być częścią takiego towarzystwa.
Jakieś pomysły?
Filed under: PhD, Uncategorized | Leave a Comment
kolejność przypadkowa…
- SIGUR ROS ()

gdy szukasz ciszy
- PAT METHENY A Map of the World

gdy melodię budujesz akordem, gdy wpatrujesz sie w nocne, letnie niebo i sluchasz świerszczy
- MARILLION Marbles

gdy wypuszczasz dżina z butelki i spacerując po Krakowie marzysz o niewidzialności
- MALCOLM MIDDLETON 5:14 Fluoxotine Seagull Alcohol John Nicotine

gdy na kacu żebrzesz o butelkę chłodnego Żywca i uświadamiasz sobie, że pewnych płyt słucha się samemu
- DAVID SYLVIAN Dead Bees on a Cake

gdy prosisz kobietę, by ta została na noc, by została na tysięczną noc z kolei i gdy czekasz na płonący las i cudowny świat
- MARILLION Script for the Jester’s Tear
Halt! Who goes there? Death? Approach…friend
- THE TWILIGHT SINGERS Twilight as played by Twilight Singers

by definition of the word- love is good, love is blind
- RADIOHEAD OK Computer

gdy chcesz krzyczeć
- FISH Fellini Days

gdy wszystko jest takie 3D, a ty patrząc na kolejne upływające godziny stwierdzasz że i tak to wszystko jest takie fugazi
- PINK FLOYD The Division Bell

gdy chcesz poczuć sie wolny
tak po prostu
Filed under: lifestyle, Muzyka | 2 Comments
Tagi: music
gEdit
Kolejny odcinek cyklu The Perfect Desktop, poświecę moim skromnym zdaniem najlepszemu linuxowemu edytorowi tekstu. Mowa o gEdit, czyli standardowym programie dołączanym do każdej dystrubucji z gnome. Małe to, niepozorne, lekkie, ale po odpowiedniej konfiguracji dość potężne.Cicha woda…
Podczas szamotania się pomiędzy różnymi środowiskami umożliwiającymi wygodne pisanie kodu w ruby i python zastanawiałem się czego tak naprawde od edytora wymagam. I czy koniecznie musze używac Eclipse albo Netbeans? Poprobowałem jedit, poprópowałem Emacsa i w końcu zacząłem pisać w gedit. (od razu mówię ze o ile jedit jest jak dla mnie dość powolny, tak emacsa cały czas uważam za świetne narzędzie).
Oczywyście bez wstępnej konfiguracji gedit jest cienki niczym zupka w wojsku. Tak więc oto lista pluginów, których używam praktycznie cały czas:
- Class Browser- przeglądarka klas pozwalająca na szybką nawigację po pliku
- Auto Completion- dodaje funkcjonalność autouzupełniania, na podstawie analizy już napisanych kodu
- Gemini- automatyczne zamykanie wszelkich znaków specjalnych- klamer, nawiasów, cudzysłowów
- Inteligent spaces- reguluje wcięcia w kodzie, wstawia spacje zamiast tabulacji itp. niezbędna rzecz podczas pisania czegokolwiek w pythonie
- Code commenting- pozwala na szybkie zakomentowania wiekszych fragmentów pliku
- File browser- przegladarka plików
- Split view- dzieli okno gedit na dwa, w którym można otworzyć niezależne pliki
- Snippets- na koniec prawdziwy killer-feature….snippety pozwalają na przyspieszenie pisania kodu co najmniej o kilka rzędów, minimalizują ilość błędów no i przede wszystkim uprzyjemniają pracę z edytorem, do niedawna z tej funkcjonalności mogli korzystać tylko użytkownicy TextMate, teraz wyrosła im niezła alternatywa
Do tego jakaś czytelny schemat kolorów (korzystam z wbudowanego tematu Oblivion) oraz oraz ładna czcionka (Monaco) i można po prostu pisać…
Sama frajda…
Poniżej podaje dwa odnośniki z których pobrałem pliki z konfiguracją snippetów:
http://blog.nationcode.com/articles/2008/04/06/gedit-como-textmate-mejorado-para-rails-en-gnu-linux
http://paoloferretti.it/blog/2008/01/29/gedit-django-snippets/
Filed under: Linux | Leave a Comment
Tagi: gnome, Linux, rails, Ruby
Everything you want to be
Dlaczego zdecydowalem sie pisac najpierw bloga na bloggerze? Potrzebowałem jakiegoś początkowego wsparcia dla własnej motywacji. Po prostu w pewnym momencie wszystko co mnie otaczało, wszystko co bylo do zrobienia, bylo spychane na dalszy plan.
Odkładanie wszystkiego na później spowodowane jest głownie lękiem sukcesu.
Przecież człowiek nie może nie osiągnąć niczego…
Wiec dlaczego większość z nas popada właśnie w koszmarny nawyk wspomnianego odkładania na kiedy indziej? Nie wyłączając mnie
Zawalamy terminy, zwiększamy poziom stresu, zmęczenia, irytacji
A przecie wszystko dałoby się załatwić, gdybyśmy podążali za prosta zasada POWER OF NOW.
W końcu bardziej chcemy odczuwać z czegoś frajdę….i jeszcze bardziej nie chcemy zamartwiac sie z powodu zawalenia jakiegos terminu. Nie mowiac juz o paskudnym uczuciu gadania innym o motywacji i nieodkladaniu wszystkiego na pozniej, przy jednoczesnym nie podążaniu za zasada power of now.
Nazwij to hipokryzja
Nazwij to jak chcesz
Post wyszedł dość chaotycznie, byc może dużo ludzi go nie zrozumie.
Ot taki strumień mysli, majacy na celu powłączanie i u mnie, i u wielu ludzi pewnych przemyśleń, które być może uczynią świat lepszym.
TELL YOURSELF THAT YOU JUST HAVE TO START AND TOMORROW YOU CAN BE ANYWHERE
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment
Getting things GNOME-DOne
Pytanie jest proste- co jest szybsze? Przeklikanie sie przez tysiac pozycji w menu, by w koncu znalezc aplikację którą chcemy uruchomić czy uderzenie max. 5 razy w klawiature ? Doklikanie sie do katalagu z jakims archiwum, które chcemy rozpakować czy uderzenie max. 5 razy w klawiature ? Ciagłe wchodzenie na twittera czy uderzenie 2 razy w klawiature? Przeszukiwanie listy znajomych na gg w poszukiwaniu czlowieka z którym chcemy pogadać czy uderzenie max. 5 razy w klawiature? Uruchomienie konsoli i wejscie do katalogu czy otworzenie konsoli juz otwartej w pożądanej lokalizacji (po uderzeniu max. 5 razy w klawiature) ?
Odpowiedz jest tyleż prosta, co oczywista
A jej rozwinięciem jest aplikacja GNOME-DO.
Krotko mowiąc jest to uniwersalne i elastyczne centrum sterowania systemem linuxowym korzystajacym ze środowiska GNOME. Ze względu na to iż jest napisane w mono działa również w innych menedżerach okien, jednak sprawuje się co najwyżej średnio. Ale do rzeczy- aby zainstalować to cudo wystarczy w systemach debianowych dorzucic do sources.list linijki:
deb http://ppa.launchpad.net/do-core/ubuntu hardy main deb-src http://ppa.launchpad.net/do-core/ubuntu hardy main
a następnie wykonać polecenia:
sudo aptitude update && sudo aptitude install gnome-do
Po tej operacji możemy cieszyć sie narzędziem, które ma potencjał co najmniej 3 krotnego kopnięcia naszej produktywności.
Domyślnie obsługuje wszystkie aplikacje zainstalowane w systemie, ale wystarczy włączyć pare pluginów, by całkowicie powierzyć mu kontrole komputera.
Oto lista wtyczek, których używam na codzień:
- archive- obsluga archiwów, tworzenie, rozpakowywanie etc.
- firefox- indeksowanie zakładek firefoxa
- gnome-terminal- wsparcie konsoli Gnome, otwiera konsole w zadanej lokalizacji, pozwala uruchamiac polecenia wykorzystując zaznaczone w dowolnej innej aplikacji bloki tekstu
- files&folders- wsparcie dla przenoszenia/kopiowania/usuwania plików w systemie + obsluguje kosz
- session menager- zamyka/hibernuje/wstrzymuje system
- locate files- sprawa oczywista
- pidgin- indeksuje liste znajomych na pidginie
- rhythmbox- obsluguje kolekcje mp3, latwa i szybka obluga kolejek, przeskakiwania po utworach, zglasniania, sciszania itp.
- search-google- znow sprawa oczywista
- twitter- szybkie ustawianie statusów na twitterze
Samych wtyczek jest oczywiscie cala masa- ciekawe wydają sie pluginy z obsługą JIRA, kontakty gmail, flickr, google maps, skype, wordnet.
Oczywiscie sama idea takiego launchera nie jest wykorzystywana jedynie w GNOME. Istnieją odpowiedniki dla innych systemów/środowisk. A o to garść odnośników:
- http://www.kde-apps.org/content/show.php/QuickSand?content=91748
- http://www.kde-apps.org/content/show.php?content=33985
- http://www.launchy.net/
- http://quicksilver.blacktree.com/
No i to tyle- następny post prawdopodobnie o gedit
Filed under: Linux | Leave a Comment
Tagi: gnome, Linux, productivity
Strange
Dziwna rzecz się stała- po moim ostatnim poscie o zorganizowaniu sobie GTD w Moleskine, odezwal sie do mnie gosc, ktorey prowadzi serwis GTDagenda.com. W skrocie to startup oferujacy wszystkie funkcjonalnosci wymagane do sprawnego uzywania GTD. Model biznesowy jest prosty- im wyzsza oplate wniesiemy, tym wiecej mozliwosci bedzie nam udostepnione (lub jak kto woli- wiecej ograniczeń wyłączone). Sam zalozyciel zaoferowal mi zalozenie konta premium, w zamian za napisanie na blogu krotkiej recenzji serwisu ;] (taak- moj blog staje sie blogiem sponsorowanym, a juz widze te tlumy reklamodawcow
) Po opanowaniu lekkiej histerii, lekkiej euforii, lekkiego zażenowania i lekkiego zdziwienia stwierdziłem ze nic nie tracę.
I mimo ze nie zamierzam zrezygnowac z moleskine, zdecydowalem sie jednak pobawic sie troche serwisem i napisac stosownego posta. Szkoda tylko ze serwis jest slabiutki i raczej nie bede z niego korzystal.
***
Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwila to to ze ktos probuje zarobic na oferowaniu funkcjonalnosci powszechnie dostepnych za darmo (system GTD da sie bezproblemowo zorganizowac na GoogleNotebook, w pliku Treepada, w moleskine, w hipsterze, a jezeli ktos jest bardzo digital i chce magiczne slowko GTD w nazwie to jest tez miazdzace MonkeyGTD).
Druga rzecz to facebookowy wyglad (za ktorym nie przepadam).
Ale koniec narzekanie, konto premium dostalem, wiec pora sie zalogowac
Nastepne kilka punktow bedzie moimi w pelni subiektywnymi spostrzezeniami, czemu ten system nie ma racji bytu:
- funkcja kalendarza- podstawowy element kazdego systemu aspirujacego do miana GTD, ale co to za kalendarz do ktorego nie można importować danych z GoogleCalendar i ktory (o zgrozo) pozwala wprowadzać wydarzenia z dokładnością do dnia???
- druga niedogodnosc kalendarza to fakt iz wprowadzone zdarzenia,z przypisanymi kontekstami (np. @work) nie wpadaja do samych list kontekstowych- powoduje to koniecznosc idiotycznego sprawdzania w wielu miejscach czy przypadkiem czegos nie mozemy zrobic….strata czasu
- trzecia niedogodnosc kalendarza to brak wyswietlania najblizszych zdarzen- zostajemy o nich poinformowani dokladnie w dniu ich zaistnienia
- czwarta sprawa- kto w dobie synchronizacji GoogleCalendar miedzy uzytkownikami wysyla sobie rozklad zajec mailem???
- z plusow nalezy zauwazyc calkiem niezle rozwiane grupowanie zadan (tych ktore jakims cudem wpadly do list kontekstowych)
Z technicznego punktu widzenia system dziala niestety koszmarnie wolno, a zdecydowanie za mala ilosc Ajaxa powoduje nieustanne przeklikiwanie sie przez tysiace roznych podstronek, w ktorych zbyt latwo sie zgubic.
Slowem podsumowania- pomysl na system zacny, ale nie oferujacy nic czego do tej pory by nie bylo. No i dedykowany bardziej dla ludzi, ktorzy lubia poswiecac czas na jego organizowanie, niz na faktyczne odfajkowywanie kolejnych zadan.
P.S. Cos mi sie wydaje ze po tym poscie strace konto premium ;]
P.P.S. Kilka zrzutow ekranu na flickr
Filed under: GTD | Leave a Comment
Moleskine GTD
Post dotyczyc bedzie tego jakich narzedzi uzywam do GTD. Kiedys napisalem juz podobny tekst, jednak dotyczyl on glownie Google Notebook, a ostatnio calosc przeszla calkiem spora zmiane. System ktorego do tej pory uzywalem zaczal mnie coraz bardziej draznic. Ostatnio pojawilo sie coraz wiecej rzeczy do zrobienia poza komputerem (uczelnia, spotkania) co z kolei pociagalo za soba koniecznosc przepisywania polowy Google Notebook na hipstera. W miedzy czasie okazalo sie ze listy kontekstowe nie sa rozwniez zbyt wydajne. Teraz kluczem do nadazania za sprawami dnia codziennego jest Moleskine…
(niby taki floydowy „little black book”, ale pisanie w nim jest 1000 razy przyjemniejsze niz gdziekolwiek indziej:)). Ale do rzeczy:
Moleskine podzielony jest na 3 czesci:
- INBOX- tu zapisuje wszystkie informacje/pomysly/pytania jakie pojawiaja sie w ciagu dnia
- NEXT ACTIONS- listy kontekstowe podzielone na @komputer, @uczelnia, @ulica, @dom, @praca, @awaiting,@reading tu trafiaja wszystkie kolejne akcje w formacie:
o PROJEKT -> akcja
Jesli wykonam dana czynnosc, skreślam kolko na poczatku pojedyncza kreska. Jesli akcja zostaje odlozona na pozniej, kolko skreslam pozioma strzalka. Zaraz obok wypisuje numery stron w ktorych zawarte sa informacje przydatne do wykonania/wynikle z danej czynnosci.
-PROJEKTY- tu jest z kolei miejsce na prace nad roznymi projektami- notatki, szkice, mapy mysli, telefony, adresy internetowe, diagramy itp.
-MOST IMPORTANT THINGS- codzienno rano przepisuje tu 3 rzeczy ktore sa dla mnie najwazniejsze danego dnia i to je realizuje w pierwszej kolejnosci, nie znaczy to ze nie robie nic innego- to tylko taki maly, zapozyczony z Zen To Done lifehack w zdecydowany sposob pomagajacy w motywowaniu sie do dzialania. Najwazniejszy jest bowiem pierwszy impuls jaki mamy kazdego poranka i dazenie do nieoszukiwania siebie- bez listy MIT mozna bylo latwo manipulowac listami kontekstowymi i tym samym nie robic ni.
Oprocz tego na poczatku wydzielilem kilka stron na liste projektow, wraz z odnosnikami do odpowiadajacych im stron.Pod koniec dnia kazda z list kontekstowych odkreslam, a pozostale akcje przepisuje na kolejny dzien, albo na liste @awaiting. W celu latwego przegladania notesu ponumerowalem wszystkie nieparzyste strony, a miejsca w ktorych rozpoczynaja sie kolejne czesci oznaczylem zakladka indeksujaca. Tylka kieszonka sluzy do przechowywania luznych kartek papieru, pendrive’a i mind-sweep-list.
Drugi filar to Firefox i Evolution. W pierszym uzywam wtyczki w celu latwego wrzucania ciekawych stron do mojego drugiego inboxa w GoogleNotebook. Tam tez przechowuje liste SOMEDAY/MAYBE. Evolution sluzy mi z kolei do zarzadzania skrzynkami pocztowymi (gmail i PWr).
Pomysl przejscia z caloscia systemu na Moleskine pojawil sie w momencie, listy kontekstowe @ulica i @uczelnia zaczely sie wydluzac, zmuszajac mnie do ich codziennego przepisywania na hipstera i szamotania sie przez caly dzien z najrozniejszymi swistkami. Bylo to skrajnie nieefektywnie, a i wiele razy rano zdazalo mi sie nie przepisac jakiejsc istotnej informacji.
Teraz mam wszystko w jednym miejscu
i po kilku dniach testow musze stwierdzic ze pracuje mi sie o wiele lepiej
)) W ciagu dnia otwieram po prostu notes w odpowiednim miejscu i robie co mam do zrobienia. I tyle….maksymalnie prosty system, dajacy ogromna frajde z jego uzywania
Moze niedlugo wrzuce jakies zdjecia na Flickr
Filed under: GTD | 8 Comments
Perfect Desktop part 1
Przyszedł czas na posta opisującego idealne środowisko pracy, które iteracyjnie (metoda prób i błędów) zbudowałem. Zestaw kilku prostych, ale funkcjonalnych programów, które znacznie uprzyjemniają prace….
System- tak jestem fanem Ubuntu. Mam zainstalowana niestabilna wersje 8.10 z kernelem 2.6.27.7 i mimo nazwy, calosc funkcjonuje wyjątkowo stabilnie. Działą wifi, karta graficzna, multimedia…
Co najwazniejsze, system daje mi pełna wolność w konfiguracji od zaawansowanych opcji systemowych po możliwość zmiany wyglądu pulpitu (niedlugo nowa galeria na flickr, gdzie będę umieszczał kolejne zrzuty ekranu). A dlaczego Ubuntu? Znam je najlepiej, to z systemami debianowymi zaczynałem swoja poważniejsza przygodę z linuxem, no i przede wszystkim działa. Kiedyś narzekałem na brak sterownikow wlasnosciowych, ale w sumie jest to kwestia dwoch klikniec by je zainstalowac.Wiec co to za problem? I teraz czas na odwazna teze- ubuntu jest prostsze od windowsa, bo podczas instalacji programow sam wykrywa i instaluje zaleznosci
Jak dla mnie najwazniejsza jest funkcjonalnosc i wygoda. I wlasnie dlatego zdecydowalem sie porzucic windowsa- tam jest tylko jeden mozliwy sposob, aby go uzywac, tutaj jest ich tysiace.
Narzedzia:
Compiz- sprawa dyskusyjna czy to jeszcze srodowisko, czy juz narzedzie. Odpowiednio skonfigurowany, z powylaczanymi wodotryskami staje sie prawdziwym productivity-booster
gEdit- ze wzledu ze jest rozwniez fanem GNOME, jak glownego edytora tekstu jak i IDE uzywam gEdit. Prosty, maly, funckjonalny program. Podrasowany wtyczkami staje sie za to naprawde potezny (snippety, kolorowanie skladni, przegladarka klas) i w pelni spelnia moje wymagania. Niby mozna uzywac zaawansowanych srodowisk (Netbeans), ale chyba kazdy zna zasade Paretto…
zsh- zamiennik basha…przyspiesza, ulatwia, usprawnia, jest w pelni kompatybilny z pierwowzorem…zamiast pisac np. cd ~/Dokumenty/pdf/python i trzy razy naciskac [tab], pisze cd ~/D/p/p i [tab] naciskam raz…przyklad dosc wymowny
GNOME-DO- taaaa, tu wychodzi moja fascynacja Macami, gdyz GNOME-DO to dosc wierna kopia tamtejszego Quicksilvera. Generalnie to niesamowicie wydajny launcher aplikacji, ktory dopakowany wtyczkami staje sie prawdziwym centrum sterowania komputerem (uruchamianie aplikacji, zarzadzanie katalogami/plikami, operacje na archiwach, obsluga poczty, Twitter, Pidgin etc.)…cos genialnego- no i dzieki niemu zapomnialem jak menu glowne wyglada
pyroom- kolejna linuxowa konwersja macowej aplikacji, tym razem chodzi o writeroom. Prosty, minimalistyczny edytor tekstu- nie ma tu formatowania, nie jest to okienko. Tylko wielka czarna przestrzen i zielone litery. Ogromna zaleta jest odcinanie pidgina, powiadomien systemowych itp. Mozna sie skupic wylacznie na pisaniu
A poniewaz jest napisany w pythonie, to doimplementowalem sobie funkcjonalnosc publikacji napisanego tekstu na bloga
reszta aplikacji dosc standardowa i nie ma sensu sie o nich rozpisywac- firefox (jedyne co w nim niezwykle do wtyczka ubiquity:D, zalecam dogooglac co to jest), thunderbird, rhythmbox, totem, evince….
A niedlugo chce zaczac przygode z emacsem
Do odwaznych swiat nalezy
Filed under: GTD, Linux | Leave a Comment
The most important thing
To fakt pomagania innym, odczuwania tego ze nas potrzebuja, ze doceniaja nasze towarzystwo, ze wiedza o tym ze moga na nas liczyc, czyni z nas wartosciowych ludzi. Kropka.
Filed under: lifestyle | Leave a Comment